24 października 2004

# 71

Podsumowanie tygodnia, do końca którego zostało jeszcze półtorej godziny, wygląda następująco:
przez pięć dni z rzędu pobudka o 6, w weekend mogłam się wyspać (do 7), bo zajęcia startują o 9. Od poniedziałku do piątku stres, papiery, faktury, rejestrowanie korespondencji, odbieranie telefonów i próby połapania się we wszystkim, co mówi main director of the company, bo ja teraz ważne stanowisko secretary piastuję i nie ma to tamto. Weekend za to pod znakiem pochwał zewsząd - bo dobrą pracę na dziennikarstwo napisałam, bo dobrze wypadła sonda, bo świetna ta nowa fryzura (wyglądam teraz trochę tak). Weekend z moim najlepszym kumplem, zrekompensował mi cały tydzień naprawdę ciężkiej pracy. A że to jednocześnie mój chłopak jest, to tym lepiej.

Brak komentarzy: